Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że „masz wysokoporowate włosy”, pomyślałam: świetnie, kolejne hasło z internetu. Dopiero gdy zaczęłam rozumieć, co tak naprawdę oznaczają te otwarte łuski, dlaczego moje włosy schną w kilka minut, a potem puszą się od samego spojrzenia na pogodę, wszystko zaczęło się układać w całość.

Włosy wysokoporowate nie są po prostu „zniszczone” czy „suche”. To konkretna struktura: łuski włosa są rozchylone jak otwarta szyszka. Dzięki temu woda i składniki odżywcze wnikają szybko… ale równie szybko uciekają. Efekt? Suche, matowe, puszące się pasma, które reagują na każdą zmianę pogody i łatwo się łamią.

Z mojego doświadczenia – własnego i rozmów z czytelniczkami – wiem jedno: kiedy zrozumiesz, jak te włosy „działają”, pielęgnacja przestaje być loterią. Zaczyna wreszcie być przewidywalna.

Czym są włosy wysokoporowate i czym różnią się od innych?

Porowatość włosa to po prostu stopień otwarcia łusek. Możesz wyobrazić sobie włos jak pęd: przy niskiej porowatości łuski leżą gładko, przy wysokiej są uniesione, odstające, czasem nieregularne.

Włosy wysokoporowate:

  • szybko chłoną wodę, ale równie szybko ją tracą,
  • szorstkie w dotyku, łatwo się plączą,
  • mają tendencję do puszenia, łamania i rozdwajania końcówek.

Co ciekawe, ten typ włosów nie dotyczy wyłącznie osób po rozjaśnianiu czy trwałej. Wysoka porowatość bywa:

  • naturalna – szczególnie przy włosach kręconych, gdzie łuski z natury bardziej „falują”,
  • nabyta – po farbowaniu, rozjaśnianiu, prostowaniu keratynowym, częstym używaniu prostownicy, ale też po zwykłych, mechanicznych uszkodzeniach: szarpanie szczotką, ciasne gumki, tarcie o poduszkę.

Dodatkowo, przez otwarte łuski włosy wysokoporowate łatwiej wchłaniają toksyny i zanieczyszczenia z powietrza. Z czasem przekłada się to na gorszy wygląd, większą łamliwość i brak blasku. Dlatego w ich przypadku sensowne jest nie tylko nawilżanie, ale też regularne, przemyślane oczyszczanie.

Jak rozpoznać, że masz włosy wysokoporowate?

Pamiętam, jak kiedyś po deszczu przyszłam do redakcji z włosami wyglądającymi jak chmura burzowa, podczas gdy koleżanka z gładkimi, niskoporowatymi włosami wyglądała jak z reklamy odżywki. To był moment, w którym zaczęłam się dokładniej przyglądać własnym pasmom.

Najprostsze domowe sposoby:

Test ze szklanką wody

Oczyszczasz jedno pasmo z kosmetyków (np. po mocnym szamponie), wrzucasz je do szklanki z destylowaną wodą i obserwujesz przez kilka minut.

  • jeśli włos tonie w mniej niż 2 minuty – bardzo możliwe, że jest wysokoporowaty,
  • jeśli unosi się na powierzchni – raczej niskoporowaty,
  • jeśli powoli zanurza się w połowie czasu – najczęściej średnioporowaty.

Włosy o wysokiej porowatości chłoną wodę błyskawicznie, stają się cięższe i toną szybciej.

Test „ślizgania palcem”

Drugą metodą, którą sama często wykorzystuję, jest przesunięcie palcami w górę włosa – od końcówki do nasady.

Jeśli czujesz:

  • chropowatość, zgrubienia, „haczyki” – łuski są prawdopodobnie mocno uniesione,
  • gładką, niemal śliską powierzchnię – to raczej niska porowatość.

Do tego dochodzą obserwacje z życia:

  • włosy schną zaskakująco szybko, mimo że mocno nasiąkają wodą,
  • w wilgotne dni puchną jak szalone,
  • końcówki szybko się rozdwajają, a włos łatwo się urywa przy czesaniu.

To wszystko typowe sygnały wysokiej porowatości.

Statystyki mówią o około 20–30% osób z wysokoporowatymi włosami – szczególnie dużo jest ich wśród włosów naturalnie kręconych oraz tych po intensywnych zabiegach chemicznych.

Dla porównania – spójrz na tę tabelę:

Cecha Włosy niskoporowate Włosy średnioporowate Włosy wysokoporowate
Łuski włosów Mocno przylegające, zamknięte Lekko uniesione Otwarte, rozchylone
Wchłanianie wilgoci Wolne, ograniczone Umiarkowane Szybkie, intensywne
Utrata wilgoci Niska, wilgoć utrzymywana dłużej Umiarkowana Szybka, łatwe przesuszenie
Test ze szklanką wody Włosy unoszą się na powierzchni Włosy unoszą się lub lekko toną Włosy toną w mniej niż 2 minuty
Tekstura włosów Gładkie, śliskie Lekko chropowate Szorstkie, matowe, puszące się
Typ włosów Często proste lub delikatnie falowane Najczęściej falowane Najczęściej kręcone lub zniszczone

Taka „diagnoza” naprawdę ułatwia dobór pielęgnacji. Przestajesz strzelać na ślepo.

Skąd się bierze wysoka porowatość?

Najczęściej słyszę: „Mam wysokoporowate, bo je zniszczyłam rozjaśnianiem”. Jasne, rozjaśnianie to klasyczny winowajca, ale nie jedyny.

Źródła wysokiej porowatości mogą być trzy:

  1. Geny – wiele kobiet z kręconymi, falowanymi włosami ma naturalnie wyższą porowatość. Łuski nie leżą ciasno jak dachówka, tylko lekko się „falują”.
  2. Chemia – farbowanie, rozjaśnianie, trwała, źle przeprowadzone keratynowe prostowanie. To wszystko otwiera łuski, czasem niemal na stałe.
  3. Mechanika – codzienne szarpanie włosów, zbyt ciasne upięcia, metalowe spinki, agresywne ręczniki, spanie w mokrych włosach. To mniej spektakularne niż rozjaśnianie, ale na dłuższą metę potrafi zrobić podobne szkody.

Włosy wysokoporowate mają też jedną specyficzną cechę: odwrotną higroskopijność. Chłoną wodę jak gąbka, ale… błyskawicznie wysychają. I właśnie to błyskawiczne schnięcie, połączone z wilgocią w powietrzu, sprzyja puszeniu i odstawaniu łusek.

Dochodzi jeszcze kwestia końcówek. Przy wysokiej porowatości łuski odchylają się tak bardzo, że często porównuję je do otwartej szyszki. Takie końcówki nie tylko są suche – one są strukturalnie naruszone, więc rozdwajają się znacznie szybciej.

Mycie i suszenie – delikatność zamiast walki

Jedna z czytelniczek napisała mi kiedyś: „Myję włosy, nakładam odżywkę, a i tak wyglądam jak miotła”. Kiedy dopytałam o szczegóły, okazało się, że myje głowę bardzo gorącą wodą i energicznie trze włosy ręcznikiem. Dla wysokoporowatych to jak codzienna, mała katastrofa.

Temperatura i pH – dwa niedoceniane szczegóły

Przy włosach wysokoporowatych świetnie sprawdza się:

  • letnia woda do mycia – gorąca dodatkowo podnosi łuski i nasila puszenie,
  • kosmetyki o lekko kwaśnym pH – pomagają delikatnie domykać łuski i zatrzymywać wodę wewnątrz włosa.

Szampony o mocno zasadowym odczynie czy z silnymi detergentami mogą jeszcze bardziej rozchylać łuski. Dlatego po nie sięgam rzadko, głównie przy głębokim oczyszczaniu.

Jak często myć włosy?

U większości wysokoporowatych kobiet dobrze sprawdza się mycie co 2–3 dni. Codzienne mycie często kończy się:

  • nadmiernym przesuszeniem długości,
  • osłabieniem naturalnej warstwy ochronnej.

Raz na 1–2 tygodnie włączam do rutyny:

  • mocniejszy szampon oczyszczający,
  • peeling skóry głowy.

To szczególnie ważne przy wysokiej porowatości, bo przez rozchylone łuski włosy łatwiej chłoną zanieczyszczenia z powietrza i resztki kosmetyków. Oczyszczone pasma lepiej reagują na odżywki i maski.

Suszenie – im mniej ciepła, tym lepiej

Jeśli miałabym wskazać jedną zmianę, która zrobiła u mnie największą różnicę, to byłoby to porzucenie mocnego tarcia ręcznikiem.

Zamiast tego:

  • delikatnie odciskam nadmiar wody dłońmi,
  • owijam włosy w bawełnianą koszulkę albo miękki ręcznik z naturalnego materiału,
  • pozwalam im podeschnąć w takim „turbanie”.

A suszarka? Gdy sięgam po nią z braku czasu:

  • ustawiam chłodny lub letni nawiew,
  • trzymam ją w większej odległości od włosów,
  • nie dotykam włosów co chwilę rękami – to też je puszy.

PRO TIP: Na koniec mycia możesz zrobić płukankę z octu jabłkowego – 1 część octu na 4 części wody. Krótkie spłukanie chłodną wodą po takiej mieszance daje u mnie efekt wyraźnie gładszych, mniej spuszczonych włosów.

Domowe nawilżanie – maski, płukanki i humektanty

Kiedy pierwszy raz nałożyłam na włosy domową maskę z olejem, miodem i odżywką, wyglądałam przez pół godziny jakbym miała zupę na głowie. Ale efekt po spłukaniu przekonał mnie do eksperymentów na długo.

Maski olejowe – ale z głową

Domowe maski olejowe potrafią świetnie wspierać włosy wysokoporowate, jeśli dobierzesz odpowiedni olej. W praktyce najlepiej działają te bogate w wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6, bo lepiej penetrują uszkodzoną strukturę włosa niż typowe, „ciężkie” oleje nasycone.

Dobrze sprawdzają się m.in.:

  • olej lniany,
  • olej z czarnej porzeczki,
  • olej babassu,
  • olej jojobowy,
  • olej arganowy.

Nakładam taką maskę zwykle na 30 minut po myciu albo na lekko zwilżone włosy przed myciem. Dzięki regularności włosy stają się bardziej elastyczne i mniej łamliwe.

Olej kokosowy? U części wysokoporowatych włosów robi cuda, u innych – dramatyczny puch. U mnie sprawdza się tylko w mieszankach i w małych ilościach. Dlatego zawsze podkreślam: obserwuj swoje włosy, nie tylko etykietę.

Humektanty – gliceryna to nie wszystko

Włosy wysokoporowate bardzo dobrze reagują na humektanty, czyli składniki przyciągające i wiążące wodę we włosie:

  • gliceryna,
  • betaina,
  • kwas mlekowy,
  • kwas hialuronowy,
  • roślinne polisacharydy (np. z aloesu, lnu).

Szczególnie ciekawym połączeniem przy wysokiej porowatości jest duet:
betaina + kwas mlekowy. Taka mieszanka:

  • ułatwia wnikanie protein w głąb włosa,
  • pomaga utrzymać kolor po koloryzacji,
  • u blondynek ogranicza skłonność włosów do żółknięcia.

Co ważne – w przypadku wysokoporowatych kwas hialuronowy i polisacharydy często działają lepiej niż na włosach niskoporowatych, bo efektywniej „domykają” łuski i zatrzymują wilgoć w rdzeniu włosa.

PRO TIP: Humektanty zawsze „zamykałam” na końcu emolientową odżywką lub odrobiną oleju. Inaczej przy wilgotnej pogodzie włosy potrafią spuchnąć jak chmurka – typowa reakcja wysokoporowatych na wilgoć.

Ziołowe płukanki

Proste płukanki po myciu:

  • z pokrzywy,
  • szałwii,
  • rumianku,

działają jak naturalne toniki: wzmacniają włosy, lekko je wygładzają i wspomagają skórę głowy. To miły, tani dodatek do pielęgnacji, który nie obciąża włosów.

Olejowanie włosów wysokoporowatych – mój sprawdzony rytuał

Olejowanie to chyba najczęściej przewijający się temat w wiadomościach od czytelniczek: „Ile razy?”, „Na jak długo?”, „Jaki olej?”. Tu naprawdę liczy się sposób, nie tylko sam produkt.

U mnie najlepiej sprawdza się:

  • olejowanie 1–2 razy w tygodniu,
  • na lekko wilgotne włosy (po spryskaniu wodą lub mgiełką),
  • na 30–60 minut przed myciem albo na noc (przy cięższych olejach).

Włosy wysokoporowate, przez swoją „otwartą” strukturę, świetnie przyjmują oleje. Oleje bogate w omega-3 i omega-6 (lniany, z czarnej porzeczki, czasem babassu) potrafią realnie wzmacniać włos „od środka”, a nie tylko go oblepiać.

Jeśli olejuję na noc, sięgam po cięższe oleje (np. babassu) i:

  • zmywam je podwójnym myciem szamponem,
  • domykam pielęgnację odżywką.

Taki rytuał 1–2 razy w tygodniu zauważalnie wygładza włosy, dociąża je i zmniejsza puszenie.

PRO TIP: Jeżeli po olejowaniu włosy są oklapnięte i bez życia, najczęściej problemem nie jest sam olej, tylko zbyt duża ilość lub zbyt łagodny szampon do zmycia. Przy olejowaniu nocnym mocniejsze, dwukrotne mycie bywa konieczne.

Metody OMO i LOC – duet idealny dla wysokoporowatych

Pamiętam, jak jedna z fryzjerek powiedziała mi: „Pani włosy trzeba zawijać w odżywki”. Śmiałam się wtedy, a dziś stosuję to dosłownie, korzystając z metod OMO i LOC.

Metoda OMO – odżywka–mycie–odżywka

OMO polega na kolejności:

  1. odżywka,
  2. szampon,
  3. odżywka.

W praktyce wygląda to tak:

  • najpierw nakładam lekką odżywkę na długość – to taki „bufor” ochronny,
  • na skórę głowy aplikuję szampon i delikatnie masuję,
  • spłukuję wszystko,
  • na koniec nakładam bogatszą odżywkę lub maskę na długość.

Dzięki temu włosy są umyte, ale nie „ogołocone” z nawilżenia. Przy wysokiej porowatości ta metoda często robi kolosalną różnicę w miękkości i mniejszym plątaniu.

Technika LOC – woda, olej, krem

LOC działa jak „zamykanie” wilgoci w środku włosa. Skrót oznacza:

  • L – liquid (woda, hydrolat, mgiełka),
  • O – oil (olej dopasowany do porowatości),
  • C – cream (krem, mleczko, maska bez spłukiwania).

Na wilgotne włosy:

  1. spryskuję długość wodą lub hydrolatem,
  2. wmasowuję niewielką ilość oleju,
  3. na końcu nakładam lekki krem lub odżywkę bez spłukiwania.

Dzięki LOC włosy wysokoporowate dłużej pozostają miękkie i sprężyste, zamiast wyschnąć na „siano” pół godziny po umyciu.

A co z silikonami?

Silikony w pielęgnacji wysokoporowatych włosów budzą dużo emocji. Z mojego doświadczenia:

  • nie stosuję ich na samym początku pielęgnacji (pierwsza odżywka w OMO),
  • częściej sięgam po nie na końcu – w serum na końcówki, kremie wygładzającym.

Dobrze dobrane silikony:

  • tworzą ochronną powłokę,
  • pomagają domknąć łuski,
  • zmniejszają puszenie i tarcie włos–włosy.

Warunek jest jeden: trzeba je regularnie domywać łagodnym, ale skutecznym szamponem, a raz na jakiś czas mocniejszym oczyszczeniem.

Jakie kosmetyki naprawdę służą włosom wysokoporowatym?

W redakcji czasem żartujemy, że półka z kosmetykami „do włosów zniszczonych i suchych” to osobny wszechświat. Niestety, nie każdy produkt z takim napisem na etykiecie zadziała dobrze przy wysokiej porowatości.

Szampony

Na co dzień najlepiej sprawdzają się:

  • łagodne szampony bez SLS i agresywnych detergentów,
  • formuły bez wysuszających alkoholi,
  • produkty o lekko kwaśnym pH.

Rozwiązanie, które lubię:

  • delikatny szampon co 2–3 dni,
  • mocniejsze oczyszczanie + peeling raz na 1–2 tygodnie.

To połączenie dba o skórę głowy, usuwa smog, pot, silikon, ale nie niszczy codziennie łusek włosa.

Odżywki i maski

Włosy wysokoporowate lubią:

  • proteiny – szczególnie roślinne: z soi, pszenicy, owsa,
  • humektanty – betaina, kwas mlekowy, kwas hialuronowy, gliceryna,
  • emolienty – oleje, masła, estry, które „uszczelniają” włos.

Świetnym rozwiązaniem są maski z proteinami roślinnymi i kwasem mlekowym, nakładane:

  • po myciu,
  • na 20–30 minut,
  • pod czepek lub ręcznik.

To prosty domowy „spa-rytuał”, który przy regularnym stosowaniu realnie zwiększa połysk i wygładzenie włosów.

UWAGA: Z proteinami łatwo przesadzić. Jeżeli włosy stają się sztywne, tępe, jakby „druciane”, zwykle oznacza to przeproteinowanie. Wtedy przez jakiś czas stawiam bardziej na emolienty i humektanty.

Serum i zabezpieczenie końcówek

Końcówki wysokoporowatych włosów to zwykle najsłabsze ogniwo – otwarta „szyszka”, która szybko się rozdwaja. Dlatego zabezpieczam je po każdym myciu:

  • kroplą serum z olejem brokułowym albo
  • lekkim olejem migdałowym lub arganowym,
  • czasem mieszanką z silikonami.

To nie naprawi mechanicznie rozdwojonych końcówek (tu pomaga tylko nożyczka), ale wyraźnie spowalnia ich niszczenie.

Najczęstsze błędy przy włosach wysokoporowatych

Kiedy pytam kobiety, co najbardziej szkodzi ich włosom, najczęściej słyszę: „prostownica” i „rozjaśniacz”. A tymczasem codzienność potrafi być równie brutalna.

Do najczęstszych błędów należą:

  • metalowe spinki, cienkie gumki z metalowymi łączeniami, które dosłownie przecinają włosy,
  • agresywne szarpanie szczotką od nasady zamiast delikatnego rozczesywania od końców,
  • spanie w mokrych włosach – tarcie o poduszkę przy rozchylonych łuskach to szybka droga do połamania końcówek,
  • częste, intensywne suszenie gorącym nawiewem, prostowanie lub kręcenie bez termoochrony,
  • ciągłe dotykanie włosów rękami – to wcieranie potu, zanieczyszczeń i mechaniczne osłabianie pasm.

Do tego dochodzą błędy „składowe”:

  • kosmetyki z wysuszającymi alkoholami,
  • brak równowagi między proteinami, emolientami i humektantami,
  • brak regularnego podcinania końcówek – a w wysokiej porowatości one i tak będą rozdwajać się częściej.

Wysokoporowate włosy są też bardzo wrażliwe na pogodę. W wilgotne dni puch rośnie w oczach, w suche – włosy potrafią stać się matowe i niesforne. Dlatego kluczowa jest dobra „osłona”:

  • domknięte łuski (kwaśne płukanki, silikony, oleje),
  • nawilżenie zabezpieczone emolientem.

Najczęstsze pytania o włosy wysokoporowate

Jak rozpoznać włosy wysokoporowate?

Najczęściej zdradza je dotyk i zachowanie po myciu. Jeśli włosy:

  • są szorstkie, matowe, łatwo się plączą,
  • szybko nasiąkają wodą, ale schną w kilkanaście minut,
  • puszą się przy byle wilgoci,
  • mają tendencję do wyraźnie rozdwojonych końcówek,

to bardzo prawdopodobne, że są wysokoporowate. Test ze szklanką wody i test ślizgania palcem tylko to potwierdzają.

Czy przy włosach wysokoporowatych mogę używać silikonów?

Tak, silikony mogą być sprzymierzeńcem, o ile używasz ich z głową. Najlepiej sprawdzają się:

  • w serum na końcówki,
  • w kremach wygładzających nakładanych na długość.

Pomagają domknąć łuski, ograniczyć puszenie i chronią przed tarciem. Nie włączam ich jednak jako pierwszego kroku (np. w odżywce pod szampon w OMO), bo wtedy mogą utrudniać wnikanie składników odżywczych. Trzeba też pamiętać o regularnym oczyszczaniu, by nie dopuścić do ich nadbudowy.

Jaki olej jest najlepszy dla włosów wysokoporowatych?

Najlepiej sprawdzają się oleje:

  • bogate w wielonienasycone kwasy tłuszczowe (omega-3 i omega-6),
  • dobrze penetrujące uszkodzoną strukturę włosa.

To m.in.:

  • olej lniany,
  • olej z czarnej porzeczki,
  • olej babassu,
  • olej jojobowy,
  • olej arganowy.

Olej kokosowy, rycynowy czy z czarnuszki też mogą być pomocne, ale przy wysokiej porowatości często powodują puch lub nadmierne obciążenie. Najbezpieczniej jest przetestować wybrany olej na jednym paśmie przez kilka myć i obserwować reakcję.

Jak często powinnam myć i olejować włosy wysokoporowate?

U większości kobiet sprawdza się:

  • mycie co 2–3 dni delikatnym szamponem,
  • olejowanie 1–2 razy w tygodniu,
  • mocniejsze oczyszczanie + peeling skóry głowy co 1–2 tygodnie.

Jeśli trenujesz codziennie albo mieszkasz w mieście o dużym zanieczyszczeniu powietrza, możesz myć włosy częściej, ale wtedy dbaj o bardzo delikatne formuły i dobrą odżywkę po każdym myciu.

Na koniec – kilka słów ode mnie

Włosy wysokoporowate potrafią czasem doprowadzić do łez – wiem o tym z własnego doświadczenia. Ale z czasem zrozumiałam, że to nie są „trudne włosy”, tylko włosy, które potrzebują innego traktowania niż te z reklam.

Kiedy:

  • zaczęłam myć je łagodniej,
  • przestałam je szarpać i przegrzewać,
  • wprowadziłam olejowanie, OMO, sensowne maski z humektantami i proteinami,
  • a na końcówki dałam odrobinę ochronnego serum,

zaczęły wyglądać jak zupełnie inne włosy. Nadal reagują na pogodę, nadal muszę dbać o końcówki, ale już nie walczę z nimi codziennie rano.

Jeśli masz wysokoporowate włosy, nie musisz robić wszystkiego naraz. Wybierz jedną zmianę, która brzmi dla Ciebie najprościej – może to będzie zmiana ręcznika na bawełnianą koszulkę, może odstawienie gorącego nawiewu, może pierwsze olejowanie.

Daj swoim włosom kilka tygodni konsekwencji. Bardzo możliwe, że pierwszy raz od dawna zaczną się odwdzięczać.